Co zjeść w Szkocji – tradycyjne dania, które musisz spróbować

Jedzenie w Szkocji na pierwszy rzut oka wydaje się proste: kilka dań z ziemniaków, trochę ryb, owsianka i oczywiście whisky. Po krótkim pobycie w Edynburgu, Glasgow czy Inverness szybko wychodzi jednak na jaw, że lokalna kuchnia ma znacznie więcej warstw i lokalnych wariantów, niż sugerują foldery biur podróży. To jedna z tych kuchni, które trzeba poznać „od środka” – w pubach, małych piekarniach i na targach – żeby naprawdę ją docenić. Poniżej lista szkockich klasyków, które warto zaplanować w podróży po miastach turystycznych.

Haggis, neeps & tatties – danie, którego nie wolno ominąć

Haggis to symbol szkockiej kuchni i jednocześnie danie, którego wiele osób trochę się obawia. W największym skrócie: to pikantna, mocno doprawiona mieszanka podrobów, owsa i przypraw, tradycyjnie gotowana w żołądku owcym (dziś częściej w sztucznej osłonce). Smakuje zdecydowanie lepiej, niż brzmi w opisie.

Najczęściej podaje się go z neeps & tatties, czyli puree z brukwi i ziemniaków. W wersji restauracyjnej porcja jest zwykle ładnie ułożona w trzech walcach lub kopczykach, polana sosem whisky lub sosem pieczeniowym.

Haggis najłatwiej znaleźć w turystycznych dzielnicach Edynburga i Glasgow – wiele pubów ma go w karcie przez cały dzień, często w wersji „starter” (przystawka) albo „haggis tower” jako danie główne.

Jak zamówić haggis w restauracji

W największych miastach turystycznych haggis występuje w kilku formach i warto to wykorzystać, zamiast od razu zamawiać ogromną porcję jako danie główne. W kartach często pojawia się jako „haggis bon bons” – małe kulki haggis w chrupiącej panierce, idealne na pierwsze podejście do tego smaku. Do tego zwykle podawany jest dip z musztardy lub sos whisky.

W pubach typowo szkockich spotkać można haggis, neeps & tatties w formie klasycznej wieży: warstwy puree z ziemniaków i brukwi przełożone masą haggis. Warto zwrócić uwagę na sos – wersja z dodatkiem whisky jest delikatna, nie trzeba obawiać się ostrego alkoholowego posmaku.

Dla osób na diecie roślinnej lub bezmięsnej coraz więcej lokali proponuje veggie haggis. Zwykle oparty jest na soczewicy, warzywach i płatkach owsianych, z podobną mieszanką przypraw jak w oryginale. Smak jest łagodniejszy, ale zachowuje szkocki charakter dania.

W hotelach i pensjonatach haggis często pojawia się również na śniadanie – w formie smażonego plastra obok jajek i bekonu. To dobra okazja, by spróbować niewielkiej porcji bez „ciśnienia” zamawiania całego dania w restauracji.

W sklepach spożywczych (zwłaszcza większych sieciach) dostępny jest pakowany haggis do podgrzania, ale na pierwsze spotkanie lepiej wybrać wersję restauracyjną. Różnica w teksturze i jakości bywa naprawdę duża.

Szkockie śniadanie – więcej niż wersja angielska

Full Scottish breakfast przypomina angielskie śniadanie, ale ma kilka dodatków typowych dla Szkocji. W turystycznych miastach jest standardem w hotelach B&B i małych guesthouse’ach – często wliczonym w cenę noclegu.

Czego spodziewać się na talerzu

Na typowym szkockim śniadaniu pojawia się zwykle jajko (sadzone, jajecznica lub w koszulce), boczek, kiełbaski, fasolka w sosie pomidorowym oraz pomidor z patelni. Do tego dochodzą lokalne dodatki, których nie ma w wersji angielskiej.

Najważniejszy z nich to black pudding, czyli kaszanka w formie okrągłego plastra, podsmażana na chrupko z obu stron. Smak jest wyrazisty, ale wiele osób zaskakuje, jak dobrze komponuje się z jajkiem i pieczywem.

Drugi typowo szkocki element to tattie scone – cienki, płaski placek z ziemniaków, lekko podsmażany. To coś pomiędzy plackiem ziemniaczanym a podpłomykiem. Idealnie nadaje się do „wycierania” żółtka z talerza.

W wielu miejscach serwuje się również grilled haggis jako jeden z elementów śniadania. Dzięki temu można spróbować kilku klasyków kuchni szkockiej w jednym posiłku, bez zamawiania osobnych dań.

Do śniadania standardowo podawana jest też owsianka (porridge). W tradycyjnej wersji bywa podawana z odrobiną soli, ale często dostaje się osobno cukier, miód lub śmietanę, żeby dopasować smak do własnych upodobań.

Zupy i ryby – szkocki comfort food

Kuchnia szkocka, zwłaszcza w miastach nadmorskich jak Aberdeen czy Oban, stoi rybami. Nawet w centrum Edynburga można trafić na bardzo dobre dania z lokalnego połowu.

Warto zwrócić uwagę na cullen skink – gęstą zupę z wędzonego dorsza (smoked haddock), ziemniaków i śmietany. Jest sycąca, rozgrzewająca i świetna na chłodniejsze dni, których w Szkocji nie brakuje. W wielu pubach w turystycznych dzielnicach to stała pozycja w karcie.

Oczywistym klasykiem jest fish & chips, ale w wersji szkockiej warto szukać miejsc, które serwują lokalnego dorsza lub plamiaka, smażonego na świeżo, a nie mrożonego. W portowych miastach różnica jakości w porównaniu do „typowego fast foodu” potrafi być ogromna.

W wybranych restauracjach pojawia się też smoked salmon – często z wysp szkockich lub rejonu Highlands. Podawany z pieczywem, serkiem lub sałatką może być lekką alternatywą dla cięższych, mięsnych dań.

Pubowe klasyki z mięsem

Szkockie puby w turystycznych miastach to nie tylko piwo i whisky. W godzinach obiadowych wiele z nich serwuje solidne, domowe jedzenie.

  • Steak pie – zapiekanka z kruchego ciasta wypełniona wołowiną w sosie; często z frytkami lub ziemniaczanym puree.
  • Scotch pie – mały, okrągły placek z mielonym mięsem (często baranim), popularny także na meczach piłkarskich.
  • Macaroni pie – placek z makaronem z serem, bardzo sycąca i tanią opcja na szybki posiłek.
  • Stovies – jednogarnkowe danie z ziemniaków, cebuli i resztek mięsa, często podawane jako „special of the day”.

W wielu miejscach, szczególnie w Glasgow, spotkać można też mniej tradycyjne, ale lokalnie kultowe wynalazki typu deep fried Mars bar – baton Mars smażony w głębokim tłuszczu. To raczej ciekawostka do spróbowania raz, niż element codziennej diety.

Szkockie desery i wypieki

Po cięższych, mięsnych daniach dobrze sprawdzają się typowo szkockie słodkości. W kawiarniach i małych piekarniach w turystycznych dzielnicach wybór bywa zaskakująco duży.

Najbardziej klasyczny deser to cranachan – warstwy bitej śmietany, prażonych płatków owsianych, malin i odrobiny whisky lub miodu. W sezonie letnim, gdy maliny są świeże, smakuje najlepiej; poza sezonem bywa serwowany w wersji z owocami mrożonymi.

Na wynos warto kupić shortbread – kruche, maślane ciasteczka, często pakowane w pudełka z typowo szkockim tartanem. Dobre zarówno jako przekąska do kawy, jak i pamiątka dla bliskich.

Dla łasuchów obowiązkowe będzie tablet – bardzo słodki, kruchy fudge z cukru, mleka i masła. Jest wyraźnie słodszy niż klasyczny fudge znany z Anglii, więc wystarczy naprawdę mały kawałek.

  • W kawiarniach w Edynburgu królują shortbread i ciasta z owocami leśnymi.
  • W Glasgow łatwo trafić na bogatszy wybór fudge i tablet.
  • Na północy (np. Inverness) częściej spotykane są desery z owsem i miodem.

Whisky i inne szkockie napoje

Bez whisky trudno mówić o pełnym doświadczeniu Szkocji, nawet jeśli ograniczyć się tylko do degustacji w małych ilościach. W miastach turystycznych działa wiele barów specjalizujących się w whisky z różnych regionów kraju.

Jak spróbować whisky w mieście turystycznym

W Edynburgu czy Glasgow najlepszą opcją są bary oferujące tasting flights, czyli zestawy 3–4 małych porcji whisky z opisem regionu i stylu. Pozwala to porównać np. bardziej dymną whisky z Islay z łagodniejszą z Lowlands, bez zamawiania pełnych kieliszków każdej z osobna.

W wielu miejscach obsługa chętnie doradza, od czego zacząć, jeśli to pierwsze spotkanie ze szkocką whisky. Warto wspomnieć, czy preferowane są smaki delikatne, słodsze (np. dojrzewane w beczkach po sherry), czy bardziej wytrawne i dymne.

Do kieliszka z whisky zwykle podaje się małą szklankę wody. Dodanie kilku kropel potrafi „otworzyć” aromat, szczególnie przy mocniejszych trunkach. Nie jest to żadna kulinarna zbrodnia, tylko normalna praktyka w szkockich barach.

Poza whisky warto spróbować Irn-Bru – kultowego, pomarańczowego napoju gazowanego, który w Szkocji sprzedaje się lepiej niż cola. Smak jest specyficzny, trochę „apteczny”, ale dla wielu osób to stały element wspomnień z podróży.

W chłodniejsze dni w pubach pojawia się też hot toddy – gorący napój na bazie whisky, miodu, cytryny i przypraw. Uznawany jest lokalnie za niezawodny środek na przeziębienie i rozgrzanie po deszczowym spacerze po mieście.

Planując wyjazd do Szkocji, warto założyć w budżecie kilka konkretnych „food stopów” – śniadanie w B&B, pubowy obiad z haggis lub steak pie, deser z cranachan i wieczorną degustację whisky. Dzięki temu kuchnia staje się integralną częścią zwiedzania miast, a nie dodatkiem „przy okazji”.